Czary Mary w Parku Praskim
Nie wiem, czy mam prawo nazywać to graffiti. Spacerując po Parku Praskim, zobaczyłam kota. Wkomponowany kikuty ściętych gałęzi, mrugał zalotnie i fioletowo jakieś dwa metry nad poziomem chodnika. Kot, a po kocie kolejne – okazało się, że czarodzieje z inwencją wkomponowali swoje malunki w okoliczne drzewa. Pojęcia nie mam, czy to działalność czysto partyzancka czy też akcja podlegająca czyjemukolwiek dozorowi (jeśli wiecie cokolwiek na ten temat, bedę bardziej niż wdzięczna za podpowiedzi). Jedno jest pewne – efekty oszałamiają.
22.11.2009 o godzinie 10:21
piękne i genialne. kojarzy mi się trochę z pracami nespoon (nespoon.blox.pl – szkoda, że blog nieaktualizowany)
pzdr.
m.