About
Przestrzeń. Miastowa. Małomiasteczkowa. I taka całkiem na zadupiu też. Zaludniona, wydreptana dziesiątkami stóp, pobazgrana niewidzialną ręką zaczyna żyć i mówić. Na każdej ulicy, codziennie, rozgrywa się wojna i toczy się karnawał. Nie zamykaj oczu. Rozglądaj się dookoła, zanurz się w strumień zbiorowej świadomości i spróbuj zrozumieć,wszystkie, spiętrzone na fasadach domów, reklamowych szyldach, tablicach i murach szepty, krzyki i komunikaty.
Nazywam się Lidka i jak dotąd nie nauczyłam się robić dobrych zdjęć. Lubię się włóczyć i lubię się gapić. Kiedy dorosnę, z pewnością będę miała dla Was wiadomość, godną utrwalenia na wszystkich murach świata. Na razie kolekcjonuje to, co mają do powiedzenia inni.
“W Paryżu objawił się pewien miejski podgatunek ludzki, który jako pierwszy posiadł umiejętność wielostronnego postrzegania przestrzeni i architektury. Był to flâneur – uliczny tułacz, pielgrzym zapuszczający się w najciemniejsze kąty miasta, którego wielką rozkoszą, jak pisał Charles Baudelaire było ‘zamieszkać w mnogości, falowaniu, ruchu, w tym, co umyka, co jest nieskończone’ (patrz też www.flaneur.pl/).
Miejscem narodzin flâneura był paryski pasaż opisany przez Louisa Aragona w ‘Wieśniaku paryskim’ jako ‘ludzkie akwarium, świątynia kultu chwili przelotnej, widmowy krajobraz rozkoszy i wyklętych zawodów’ (przekład Artura Międzyrzeckiego). Walter Benjamin natomiast charakteryzował flâneura jako mieszkańca ulic, któremu emaliowane szyldy zastąpiły olejne obrazy zdobiące mieszczańskie salony, a kawiarniane tarasy i restauracyjne ogródki stały się bardziej atrakcyjne od domowych pieleszy.
Flâneur w ciasnych korytarzach oficyn, w dusznych zakątkach zapomnianych skwerów odnajdywał charakter i tożsamość miasta, jego genus loci. Katedra znaczyła dla niego tyle co zaulek, monument historyczny tyle co kamienny bruk. Flâneur dał się całkowicie wchłonąć miejskiej czasoprzestrzeni. Istotą jego życia stał się nieustający ruch.
W latach 50. XX w. zbuntowani przeciwko bezdusznemu kapitalizmowi sytuacjoniści uczynili z włóczęgostwa flâneura narzędzie walki z wszechogarniającym banałem życia, przekształcając je w dryf (dérive).
Dryf był, obok détournement, jedną z rewolucyjnych praktyk skierowanych w społeczeństwo zniewolone przez samonapędzające się koło konsumpcjonizmu. Został szczegółowo opisany przez Guya Deborda w tekście ‘Teoria dryfu’ z 1955 r. Znaleźć w nim można wskazówki dotyczące skuteczności dryfu, jego zasięgu, czasu trwania a nawet wpływu warunków atmosferycznych. Uczestnicy dryfu mieli za zadanie sporządzić podczas jego trwania swoistą dokumentację (zapisy dźwięków miejskich, rysunki, fotografie, rozmaite rzeczy znalezione podczas wędrówek). Materiały te służyły następnie tzw. badaniom psychograficznym, których zadaniem było formułowanie dokładnych praw oddziaływania otoczenia na człowieka. Na ich podstawie opracowywano emocjonalne mapy miasta dzielące miejską przestrzeń na psychiczne strefy klimatyczne – na dzielnice o różnym kolorycie wrażeniowym.
Innym celem drywowania było wysunięcie na podstawie zebranych materiałów i wytycznych psychogeograficznych, konkretnych propozycji transformacji przestrzeni zurbanizowanej. W 1955 r. powstał ‘Projekt racjonalnego upiększenia Paryża’ autorstwa Jacques’a Fillona, w którym zawarto pewną liczbę dość kuriozalnych postulatów. Oto kilka przykładów: wszystkie uliczne latarnie należy wyposażyć w przełączniki, tak by użytkownicy sami mogli decydować o oświetleniu miasta; kościoły należy częściowo zburzyć, pozostawiając jedynie romantyczne ruiny lub poprzez zaakcentowanie panicznych aspektów ich atmosfery przekształcić w domy wywoływania strachu; w więzieniach należy zapewnić możliwość zakwaterowania turystów; wreszcie należy zlikwidować rozkłady jazdy na dworcach, co w oczywisty sposób sprzyjać będzie swobodnemu dryfowaniu.”
“Niezbędnik Inteligenta”, Polityka nr 42 (2676), 18 października 2008