Błyskawica
Ulica 11 listopada
street art, graffiti, napisy na murach
Ulica 11 listopada
Róg Świętokrzyskiej i Marszałkowskie, tuż przy wejściu do metra, czyli tam, gdzie od czasu do czasu lubi sobie zajrzeć moja, złakniona żywego kontaktu z bohaterami kreskówek progenitura. Wystawka z postaciami z “Włatcuf Móch”, jeden z wielu promo-potworków, które można sobie w tym akurat miejscu wypatrzeć. Czesio jak Czesio, mnie ujęły postaci pozostałych bohaterów filmu, skromniutko wycięte z kartonu i grzecznie oczekujące na premierę.
Przedłużający się tranzyt w Ursusie wydał mi się dziś czymś w stylu losów gorszych od śmierci. Bo brzydko, bo buro, bo nieprzyjaźnie, bo Carrefour był jedynym miejscem, w którym dało się kupić śniadaniową bułeczkę.
Kilka reliktowych reklam i szyldów pstrykniętych na osłodę.
Zdjęcie nie nadaje się do publikacji więc wrzucam je jeno na zasadzie “i ja tam byłam, miód i wino piłam”, spragnionych widoków w lepszej jakości i rozdzielczości odsyłając na przykład tu.
Doniesienie przeterminowane bo tematem najnowszej kampanii Plusa rodzima blogosfera przestała ekscytować się już w zeszłym tygodniu. Z kronikarskiego obowiązku jedynie dorzucam zatem kilka zdjęć enigmatycznych dymków, pstrykniętych pierwszego dnia kampanii, kiedy to przeznaczenie tajemniczych wlepek nie było do końca jasne. Całe przedsięwzięcie budzi we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony podziwiam pomysłowość i rozmach kampanii, z drugiej mam do autorów lekki żal. Zaspamowanie tysiącami dymków centrum stolycy wywołało – zrozumiały – protest i oskarżenia o zaśmiecanie. W kontekście takiej debaty, obawiam się, stosunek wielu osób do wlepek, także tych niekomercyjnych, może zmienić się na gorsze. A tego, żeby ktoś je zrywał, naturalnie, zupełnie sobie nie życzę.